Kampania promująca samochody elektryczne ruszyła! Przy okazji ceny paliwa biją rekordy. Przypadek?

Udostępnij

Samochody te naszpikowane są kablami wysokiego napięcia, sygnałami Wi-Fi, sygnałami satelitarnymi, zatem nie trzeba być alfą i omegą aby zrozumieć, że w takich pojazdach panuje sporo chaosu częstotliwościowego a po środku tego umieszczony zostaje człowiek. I faktycznie wydaje się, że samochody elektryczne są fajne, szybkie i robią masę rzeczy, których nie potrafią zwykłe „benzyniaki”. ALE użytkowanie tych pojazdów jest bardzo uciążliwe, naprawa wręcz kosmicznym wyzwaniem, nie wspominając już o bardzo możliwych negatywnych oddziaływaniach zdrowotnych.


Ceny paliw poszybowały w „kosmos”. Tyle złotych, tyle dolarów, tyle i tyle i aż tyle. Coraz więcej mediów i wszelkiego rodzaju „myślicieli” zastanawia się: „what the fuck?” A ja Wam napiszę, że teatr postępuje dalej. Teatr XXI wieku wraz z jego „głównymi bohaterami” odsłania przed nami kolejne akty „międzynarodowego przedstawienia”. I tak o to bardzo wielu dywaguje nad cenami paliw, ale czy ktoś gdzieś (GDZIEKOLWIEK) zauważył, że horrendalne ceny paliw w dziwny sposób zbiegły się z globalną promocją przechodzenia na pojazdy elektryczny? Tym dziś chcę się zająć.

Po pierwsze należy zauważyć, że tego typu pojazdy nie są elektryczne a bardziej elektroniczne, a to znaczna różnica. Cała ta elektronika jest podtrzymywana przez akumulator. Piszę o tym ponieważ sądzę, że obowiązujące nazwy dezorientują ludzi, a ci kładą główny nacisk na baterię, zapominając o całej elektronice, a jeżeli elektroniki jest więcej to i więcej może się zepsuć, lub przestać działać. Nie wspominając o kontroli takiego pojazdu i w związku z tym, także o kontroli jego użytkownika.

Z pewnością macie świadomość tego jak ładowanie telefonu może czasem być denerwujące, irytujące. Czasami nie ma was w domu a zostało wam 15% baterii i co wówczas? Wielu wówczas chce jak najszybciej naładować baterię w telefonie, najlepiej jeszcze przed tym jak całkowicie padnie. Ładowanie pojazdu elektrycznego również nie jest takie zabawne. Co jeśli wrócicie do domu po całym dniu z niskim poziomem baterii w samochodzie i zapomnicie podłączyć go do ładowania? Następnego ranka przed wyjazdem do pracy okaże się, że nie ma czym pojechać… Ups…

Rzeczywistość posiadania pojazdu elektrycznego jest całkowicie różna od tej lansowanej w mediach, gdzie wmawia się nam, że pojazd elektryczny to prawie „przedsionek nieba”. Sam widzę jak coraz więcej osób zaczyna zastanawiać się nad zakupem pojazdu elektrycznego, albowiem ceny paliw TAK WZROSŁY. W Polsce coraz popularniejsza staje się TESLA. A wszystko wygląda tak jak gdyby „pewne globalne ruchy” siłą przymuszały ludzkość do rezygnacji z dotychczasowych typów samochodów na rzecz „elektryków”.

Międzynarodowe kompanie, nie są zainteresowane ratowaniem planety, nie są zainteresowane ratowaniem twojego portfela od zbędnych wydatków. Firmy samochodowe budują samochody tak aby się one psuły, a ostatnie lata pokazują, że psują się one coraz częściej. Z resztą podobnie jest w przypadku wszelkiego rodzaju sprzętu RTV czy AGD. Ja osobiście coraz częściej słyszę zdanie: „dawniej to były wytrzymałe i porządne rzeczy, nie ten szmelc co dziś”.

Kolejnym ciekawym tematem godnym zauważenia jest fakt, że oficjalnie mówi się iż samochody elektryczne są niezwykle bezpieczne, natomiast nic nie mówi się o częstotliwościach elektromagnetycznych pochodzących z tych akumulatorów wokół których samochód jest dosłownie „owinięty”. Muszę jeszcze ten temat bardziej wnikliwie przeanalizować, jednak sygnalizuję już dziś, że pojawiają się informację mówiące o tym, że częstotliwości te na dłuższą metę szkodzą osobom przebywającym w danym samochodzie elektrycznym.

Samochody te naszpikowane są kablami wysokiego napięcia, sygnałami Wi-Fi, sygnałami satelitarnymi, zatem nie trzeba być alfą i omegą aby zrozumieć, że w takich pojazdach panuje sporo chaosu częstotliwościowego a po środku tego umieszczony zostaje człowiek. I faktycznie wydaje się, że samochody elektryczne są fajne, szybkie i robią masę rzeczy, których nie potrafią zwykłe „benzyniaki”. ALE użytkowanie tych pojazdów jest bardzo uciążliwe, naprawa wręcz kosmicznym wyzwaniem, nie wspominając już o bardzo możliwych negatywnych oddziaływaniach zdrowotnych.

A wiecie jaki jest największy mankament samochodów elektrycznych na akumulator? Właśnie tak… Sam akumulator. Wszystko podlega czasowej degradacji. Akumulator (bateria) pojazdów elektrycznych także podlega degradacji. Żywotność akumulatorów (baterii) samochodów elektrycznych szacuje się na siedem do dziesięciu lat. W zależności od określonych warunków i temperatury otoczenia.

Innymi słowy pomijając różnego rodzaju zależności jak chociażby to w jaki sposób będzie „garażowany” pojazd, ile pokona wzniesień, jak często będzie ładowany, z jaką prędkością będzie jeździł i tak dalej, to wystarczy przez kilka dni przestać używać samochodu elektrycznego a właściwości akumulatora (baterii) spadną. Będzie to początkowo niezauważalny spadek, jednak przy powtarzającej się sytuacji i postępującej degradacji, akumulator (bateria) bardzo szybko może stać się uciążliwa, gdyż nie będzie „trzymać” energii i w związku z tym, częstotliwość ładowania się zwiększy a czas ładowania wydłuży.

Tak więc jeżeli już dziś obawiałeś się zatrzymać w nocy na jakiejś przypadkowej stacji benzynowej, ze względu na chociażby napad, a zaznaczam że owo zatrzymanie trwało zaledwie kilka minut. Tak teraz informuje każdego, że przy zakupie samochodu elektrycznego postoje na stacjach oferujących ładowanie elektryczne potrwają minimum godzinę. Jeżeli oczywiście od razu uda się podjechać pod wolny dystrybutor energii, który będzie sprawny. W USA gdzie „elektryki” są bardzo popularne sytuacja na „stacjach elektrycznych” robi się coraz bardziej złowieszcza. A „elektryków” nieustannie przybywa.

I na koniec kilka kwestii. Otóż jeżeli upłynie okres siedmiu do dziesięciu lat i akumulator w danym samochodzie elektrycznym będzie nadawał się jedynie na złom, wówczas co zrobisz? Nie sprzedasz samochodu elektrycznego kolejnemu nabywcy, bo nawet jeżeli zewnętrznie będzie wyglądał niczym z salonu, to będzie on również zawiera „martwy akumulator”. Wymiana akumulatora na nowy to obecnie cena około 20 000 dolarów. Zaznaczam, że jest to cena która obowiązuje dziś, a jestem przekonany, że w momencie w którym rozpowszechnią się jeszcze bardziej samochody elektryczne, to cena nowego akumulator wzrośnie i nie zdziwię się jak nawet się podwoi.

Kolejne kłamstwo to kłamstwo o braku emisyjności dwutlenku węgla. Jest to taka bzdura jaką w dzisiejszych czasach szukać ze świeczką. Chociaż oczywiście XXI wiek pod względem obowiązujących bzdur, jako pierwszorzędne normy, ma się znakomicie. Ale wracając do meritum, otóż samochody elektryczne ładowane są na prąd. Prąd z kolei wytwarzany jest najczęściej ze spalania węgla. I tak o to błędne koło się zamyka. Bezemisyjność? Co za bzdura!

Samochody elektryczne w chwili obecnej są nowością i twórcy tej „technologii” musza zarobić. Jednakże w świetle rzeczywistym, samochody elektryczne to nic przyszłościowego, a jedynie zmarnowanie pieniędzy i własnego zdrowia (co jest ważniejsze). W mojej opinii są to pojazdy drugorzędne, i kosztujące zbyt wiele. Podobnie jeżeli chodzi o ratowanie środowiska. To także czysta bzdura.


Przeczytaj również:

Raport Grupy Bilderberg: „Transhumanizm. Przekraczanie nowej granicy”


Autor. Zespół salon-informacyjny.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. commons.wikimedia.org


25 czerwca, 2022


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.